„Niewinne” – obraza czy oczyszczenie?

„Niewinne” – obraza czy oczyszczenie?


Głośny, wieloznaczny, łamiący tabu i prowokujący refleksję, a nade wszystko mistrzowsko zrealizowany, spójny i wciągający do ostatniej minuty. Do kin wszedł film Anny Fontaine „Niewinne”. Wiele na jego temat zostało już powiedziane, a jeszcze więcej powiedzieć będzie można, gdy ten film już się zobaczy.

Film inspirowany prawdziwymi wydarzeniami opowiada historię jednej ze wspólnot zakonnych, której zakonnice zaraz po wojnie były ofiarami wielokrotnych gwałtów ze strony żołnierzy Armii Czerwonej. Jednak, jak wskazuje sama reżyserka w jednym z wywiadów, nie jest to film o samym gwałcie, a o tym, co dzieje się później. O ciąży, o tym, co siedzi w głowach skrzywdzonych zakonnic, o dylemacie, czy pozostać we wspólnocie, czy odejść wraz z dzieckiem, wreszcie o odpowiedzialności, jaka spoczywa na przełożonych zakonnych, zarówno przed współsiostrami, jak i przed Bogiem.

Czy rzeczywiście mowa – jak to wskazują niektórzy – o konkretnym zgromadzeniu? Niekoniecznie. O ile strój filmowych bohaterek zbliżony jest do habitów benedyktynek, to konkretna nazwa zakonu tu nie pada. Zresztą jednoznacznej identyfikacji, kogo dokładnie ta historia dotyczy, brak, bo nie chodzi w niej o to, by kogokolwiek wytykać palcami, lecz żeby opowiedzieć o problemie, który dotyczył i dotyczy wielu osób konsekrowanych. A strój, to stanowczo za mało.

Sądzę, że niepotrzebne jest koncentrowanie się twórców na tym, że "Niewinne" to autentyczna historia. Zwłaszcza, że fakty podawane przez scenarzystkę w róznych wywiadach czasem są sobie sprzeczne, czasem niedokładne, czasem wybiórcze. Jeszcze bardziej jednak niepotrzebne swydają się dywagacje o manipulacji. Kino, zwłaszcza fabularne, rządzi się swoimi prawami i nikogo nie dziwić powinno, że prawdziwe wydarzenia przeplatają się z historiami zmyślonymi. Roztropności zabrakło krytykom, którzy oceniają dzieło jedynie po filmowym zwiastunie, czy zapowiedzi, bądź po znanych schematach mówienia o pewnych sprawach.

„Niewinne” pokazują zakonnice oczami niewierzącej francuskiej lekarki, która przyjeżdża do Polski w 1945 roku, by leczyć rannych w ramach humanitarnego kontyngentu Czerwonego Krzyża. Gdy pewnego dnia przychodzi do niej jedna z zakonnic i prosi o pomoc dla innej z sióstr, lekarka wkracza za klauzurę i odkrywa rozmiar krzywdy, jaka spotkała mniszki. Aby im pomóc musi nie tylko zmierzyć się z panującym tam tabu, poczuciem wstydu i surową regułą, musi przede wszystkim poznać i zrozumieć ich wiarę i podejmowane wybory.

Ogromnym atutem tego filmu jest szerokokątne ukazanie problemu i wieloaspektowo wykreowane postacie. Nie realizuje on z góry przyjętej tezy, lecz wychodzi poza schematy. Oducza zerojedynkowego patrzenia na bohaterów dobrych lub złych. Trudno znaleźć tu walkę dobra ze złem. Prędzej dostrzec możemy w nim starania, by wybrać mniejsze zło. Przeciwstawia sobie wiarę i niewiarę, konfrontuje je ze sobą, stawiając ponad tym człowieczeństwo i prawo do życia.

Docenić w tym filmie warto pasjonującą grę aktorską, wciągającą do ostatniej minuty akcję filmu, symboliczne ujęcia i ascetyczną formę. To wszystko sprawia, że „Niewinne” obejrzeć warto, zwłaszcza, po to, aby skonfrontować opinie i samemu się przekonać, czy jest to obraz bardziej oczyszczający, czy obrazoburczy. Na pewno jest poruszający.

Zgłoś post do moderacji